|
|
|
|
Płoć, płotka, płoteczka. |
|
|
|
|
Płoć.
To najpopularniejsza ryba naszych jezior. Można ją złowić wszędzie i na
wszelkie sposoby. Uwielbiam łowić płotki, a moim ulubionym sposobem na
płoć z przerębla jest tradycyjna spławikówka. |
|
Zgadnij gdzie jestem?
Aby skutecznie łowić płotki, najpierw należy ustalić miejsca jej
przebywania. Mimo ogromnej wszędobylskości, zlokalizowanie, szczególnie
wypasionej , najbardziej interesującej nas płoci , nie jest wcale łatwe.
Najczęściej trafiamy na płotkę małą, bądź średnią. Ale gdy już na nie
trafimy, nasze podręczne wiaderko szybciutko zapełni się ślicznymi
płoteczkami, doskonale komponującymi się np. z octem i cebulką. Aby szybko
zlokalizować żerujące płotki, najlepiej poszukiwać ich w znanym z okresu
letniego łowisku. Płoć w zasadzie nie zmienia swoich przyzwyczajeń. W
miejscach, gdzie łowiliśmy płocie latem, już dwie , trzy wywiercone
dziurki pozwalają cieszyć się wyciąganymi rybkami. Również raz namierzone
łowisko, przez wiele lat bywa zimową stale odwiedzana stołówką płoci.
Można pomyśleć, że znalezienie płotek jest dziecinnie proste. I tak i nie!
Czasami najskuteczniejsze są spady podwodnych górek oraz przybrzeżne
zbocza. |
|
Płotka woli jednak równe dno, gdzie z łatwością może poszukiwać
smakołyków. Na jeziorach na których łowię zimą, płotki najliczniej
przebywają na głębokości 3-5 mCzasem jednak trzeba sięgnąć głębiej , a w
poszukiwaniu większych okazów nawet do 10m. Innym razem najskuteczniej
łowi się tuż przy trzcinach na 1,5 metrowej wodzie.
W miejscach takich należy zachować wielką ostrożność, gdyż płoteczki,
mimo, że bardzo ufne, są również ogromie płochliwe. Wprawdzie wracają na
swoje żerowisko, ale bywa, że przerwy, w braniach są bardzo długie.
Płytkie łowiska sprawdzają się wyłącznie wtedy, gdy na lodzie zalega
warstwa śniegu, doskonale maskująca naszą obecność i tłumiąca wszelkie
niedostatki w sztuce łowienia. Nie zawsze również należy szukać płoci
wyłącznie w pobliżu dna. Czasami znakomicie biorą w toni, praktycznie w
całej warstwie wody od lodu aż po samo dno. Duży wpływ na takie brania
miewa nęcenie. |
 |
|
Sypnę cos do dziurki....
Przemysł wędkarski jest w tej chwili doskonale rozwinięty. Producenci
proponują znakomite zanęty. Gotowe mieszanki są już tak wyspecjalizowane,
że niedługo przeczytamy na opakowaniu, że dana zanęta jest doskonała na 17
cm płocie w 100 ha jeziorze od 7,30 do południa. Trochę przesadzam, ale
również producenci zanęt przesadzają. Osobiście stosuję popularne,
dostępne w każdym wędkarskim sklepie zanęty płociowe. O wyborze decyduje
kolor- zdecydowanie ciemny i świeżość. Znacznie skuteczniejsza będzie
zanęta tańsza, być może biedniejsza w cudowne składniki, niż markowa,
jednak, leżąca na sklepowej półce od roku. Zanęty nie stosuję dużo. Kilowa
paczka starcza na kilkukrotne łowienie. Świetnym dodatkiem są wszelkiego
rodzaju robaczki! Ochoteczka, pinka, kilka grubych białasów przyprowadza
nam w łowisko grubsze sztuki. Bardziej pracowici i twórczy wędkarze mogą
wykonać własna mieszankę. Bułka tarta, ciemne mielone pieczywo, zioła,
trochę mleczka w proszku do smużenia również zda egzamin. Nęcę skąpo i
delikatnie. Na początku łowienia do dziurki kilka kuleczek wielkości
orzecha włoskiego całkowicie wystarczy. Donęcam rzadko i w zależności od
apetytu i głębokości żerowania zwięzłą lub luźna zanętą. Czasem wystarczy
wrzucić kilka ochotek, aby sprowokować płocie do żerowania. Generalnie
trzy proste zasady, Zanęta powinna być świeża, ciemna i w małej ilości. Co
do przynęty sprawa jest jeszcze prostsza. Na mniejsze płotki skuteczne są
ochotki. Na większe białe robaczki, najlepiej pinki. A w odwodzie
pozostaje zapomniany, jednak nadal skuteczny serek topiony i ciasto,
najlepiej czosnkowe.
|
|
Są pogody wędkarskiej dwa rodzaje...
Gdy już wiem gdzie i na co biorą płoteczki, pozostaje określić, kiedy.
Najczęściej to...życie wybiera pogodę w jaką łowię ryby. Po prostu łowię
wtedy, gdy mam czas. Pogoda jednak ma ogromny wpływ na intensywność
żerowania płoci. Gdy jadę na jezioro w trzaskający mróz, nie liczę na zbyt
wiele. Wysokie ciśnienie nie sprzyja płociowym łowom. Dużo ciekawiej jest
na łowisku przy lekkim niżu, delikatnej odwilży. Drobny padający śnieżek
lub nawet deszczyk bardzo utrudnią łowienie, jednak wyniki będą
zdecydowanie lepsze. Oczywiście regularne odwiedzanie namierzonego łowiska
skutkuje coraz większymi rybami. Właściwie można przez całą zimę z dobrego
łowiska zawsze wyjąć trochę płotek.
|
 |
|
Na to łowię płoteczki!
Wędeczka spławikowa jest moją ulubioną metodą połowu płoci. Uwielbiam
patrzeć na znikający w przeręblu spławiczek. Stosuję dwa rodzaje
spławików. Na płytsze łowiska, takie do 4m używam 1-3 gramowych ołówków,
zakończonych cieniutką antenką. Gdy łowię głęboko tj. 6-8 m moje spławiki
są beczkowate i oczywiście odpowiednio cięższe. Ich waga dochodzi nawet do
6g! Uważam, że skuteczny wędkarz, po doskonałym wyważeniu nawet ogromnego
spławika , dojrzy jego najdelikatniejsze kiwnięcie. Odpowiednie wyważenie
spławika decyduje o jego skutecznym informowaniu o braniu! A rzeczą
jeszcze ważniejszą jest tzw. obłowienie spławika! Tylko wielogodzinne
wpatrywanie się w wystający z przerębla milimetrowy czubeczek umożliwi
skuteczne rozpoznanie brania płoci. Czasem wystarczy lekkie wychylenie lub
tylko pyknięcie spławika, aby za chwilkę poczuć na mięciutkiej wędeczce
przyjemny ciężar. Najczęściej jednak brania płotek są zdecydowane i
doskonale widoczne dzięki idealnemu wyważeniu spławiczka. Wędki moje nie
są zbyt długie. Mają wraz z malutkim kołowrotkiem około 35-40cm. Z
grubością, a raczej cienkością żyłki nie należy przesadzać. W łowisku
często trafiają się grubaśne krąpie a nawet leszcze. Zawsze jednak stosuję
krótkie przypony, gdyż uważam, że dużo łatwiej zgrabiałymi z zimna
paluchami wymienić przypon niż uwiązać haczyk. Główna 12, a nawet 14
ułatwi łowienie. Nie groźne będą lodowe okruszki, o które często zaczepia
się żyłka. Ja wybieram żyłkę rękami. Tak lubię i już. Trzymając w palcach
żyłkę doskonale czuję rybę, mam z nią bezpośredni kontakt, a to jest
najprzyjemniejsze. Bardzo rzadko używam kołowrotków spinningowych. Chyba
tylko wtedy, gdy okrutnie zmarznę w palce, a do domu jeszcze nie pora!
Oczyszczenie dziurki musi być, więc perfekcyjne. Poświęcam na to sporo
czasu, ale nie żałuję. Przyjemność łowienia polega również na odrobinie
luksusu, a taki zwiększa mi bezproblemowe zsuwanie się żyłki do przerębla.
Wszystko gotowe, można zaczynać!
Po wywierceniu paru otworów ( zawsze wiercę kilka, aby potem nie płoszyć
ryb!), Szukam w nich rybek najpierw bez zanęty. Gdy już określę głębokość
ich przebywania, delikatnie zanęcam. Zwykle po zanęceniu rybki odpływają
na chwilkę, jednak po kilku minutach ponownie meldują się pod dziurką i
zazwyczaj zaczyna się mały koncert na płoć z przerębla. Gdy brania ustają,
odrobinkę donęcam i zmieniam dziurę. Skacze tak miedzy pięcioma otworami.
|
|
Wszystko gotowe, można zaczynać!
Po wywierceniu paru otworów ( zawsze wiercę kilka, aby potem nie płoszyć
ryb!), Szukam w nich rybek najpierw bez zanęty. Gdy już określę głębokość
ich przebywania, delikatnie zanęcam. Zwykle po zanęceniu rybki odpływają
na chwilkę, jednak po kilku minutach ponownie meldują się pod dziurką i
zazwyczaj zaczyna się mały koncert na płoć z przerębla. Gdy brania ustają,
odrobinkę donęcam i zmieniam dziurę. Skacze tak miedzy pięcioma otworami.
Kolosalne znaczenie ma praca zestawem. |
 |
|
Nie można po prostu wstawić spławika i
czekać na branie. Cały czas należy prowokować ryby. Ja podnoszę zestaw,
opuszczam, przesuwam, przytrzymuję itp. Każdy z pewnością ma swoje tajemne
rytuały i zaklęcia ! Wszystko się sprawdza! Warto podczas łowienia, nie
tylko płoci, często robię sobie dłuższą przerwę. Rozglądam
się wokoło, zrobię jakieś zdjęcie, ugryzę kawałek czekolady, ponasłuchuję.
Na jeziorach, na których łowię najczęściej słucham ciszy.
A gdy płocie za nic mają moje starania, po powrocie do domu , w
cieplutkich kapciuchach i kubkiem gorącej herbaty z cytryną, przeglądam
stare wędkarskie gazety. Rozglądam się wokoło, zrobię jakieś zdjęcie,
ugryzę kawałek czekolady, ponasłuchuję. Na jeziorach, na których łowię
najczęściej słucham ciszy. A gdy płocie za nic mają moje starania, po
powrocie do domu , w cieplutkich kapciuchach i kubkiem gorącej herbaty z
cytryną, przeglądam stare wędkarskie gazety. |
|
Arnold Hościłło Olecko |
|
|
|