Wielka Wyprawa!

Jak przygotować grunt, czyli faza wstępna.
Lato, to taka piękna pora roku. Dzień długi jak remont drogi na Siejniku, noc krótka jak kolejka za nowymi samochodami w salonie. Mistrzostwa piłkarskie to już historia, więc zapaleńcy kibicowo-wędkarscy maja więcej czasu na swoje hobby właściwe. Żony spokojnie oglądają  „M jak miłość”, wszak już dostęp do telewizji otwarty, a faceci ... Na ryby!! Może tutaj podleczą swoje stargane przez występy polskich kopaczy, nerwy. Tak, tylko ryby pomogą uniknąć zawału po tym co pokazał Janas i „jewo kamanda”. Pora na przygotowania.


Zapuszczamy sondę!!
 Najpierw delikatnie należy wysondować, jakie małżonka ma plany na niedzielę. Punkt pierwszy, to kalendarz. Przeglądamy go bardzo dokładnie. A nuż się okaże, że Mamusia ma imieniny, albo dziwnym zrządzeniem losu właśnie wypada 17 rocznica ślubu( to w lipcu?! Przecież było zimno...). Jeżeli kalendarz czysty, zaczynamy nasłuchiwanie. Niczym Komisja Sejmowa (obojętnie, jaka od paliw, buraków, kartofli...upssss) niuchamy, czy przypadkiem Ciocia Jadzia nie zapowiedziała się na niedzielę, wraz ze swoim wnuczusiem Czarusiem. No, bo jeżeli Czaruś przyjedzie, to ognisko domowe jest w niebezpieczeństwie. Nie możemy zostawić go bez opieki , ponieważ klapki Adidasa ponownie przybije gwoździami do ławki, ukochane rybki w akwarium potraktuje przyprawą maggi, z dyplomów za osiągnięcia wędkarskie porobi samolociki a z pucharów perkusję.  O nie, jeżeli Czaruś przybędzie w niedzielę, to twardo zostajemy w domu! O tym, czy spodziewamy się gości, mogą świadczyć zakupy dokonywane przez małżonkę. Nie są większe, ufff, kolejny etap przebrnięty.


Wielka negacja- nie polityczna!
Teraz zniechęcanie. Żona myśli o plaży, a my na to..- Kochanie, słyszałem , że po plażach kręcą się teraz  kieszonkowcy i dresiarze. Żona o rowerach, a my w nerwach – Wiesz, znowu ten cholerny łańcuch pękł! Co za buble teraz produkują? Pewnie chińszczyzna! ...A może grilla, myśli żona? –...Oj nie, boczek tłusty, szynka chuda, żeberka –same kości! A poza tym, dzieci coraz mniej jedzą. Smażyć, aby oddać Azorkowi, to lekka przesada. Spacer? Wrzeszczysz –Ale nogi natarłem, mogę chodzić tylko na bosaka, lub w gumiakach!  Rodzinny obiad w barze? - Nikt tak nie gotuje jak TY Najdroższa!!

Wzdycham pod gołym niebem...
 Gdy wszystkie rafy, związane z planami małżonki pokonamy, przechodzimy w etapu westchnień. Już od piątku po południu wzdychamy....Przy kolacji, głębokie wdechy, gdy „ przypadkiem” wpadnie nam w ręce gazeta wędkarska.
 – Ach, pamiętasz Kochanie jaki smaczny był leszcz, którego w tamtym roku złowiłem?  
- Cztery...- Mówi żona,
- Nie, tylko jeden, ale bardzo ładny- skromnie przyznajemy...
- Cztery...Lata temu! – Gasi nas małżonka..., Ale ma pamięć, prawie fotograficzną, takie szczegóły?!
Obiad w sobotę bezwzględnie pomagamy przygotować.  Oczywiście rosół z makaronem i ziemniaki z czymś tam. Jasne, że do gara wpada cała paczka makaronu (zawczasu należy przygotować jeszcze dwa garnki, bo skurczybyk strasznie rośnie!), A zauroczeni świeżo naostrzonym nożem , skrobiemy całe wiadro kartofelków.
- To nic, jak zostaną ziemniaki, to jutro zrobię kopytka, -wyrokuje małżonka
- Tylko nie kopytka, niech zostaną ziemniaczki, niech zostaną.... –Wzdychamy robiąc maślane oczy
- A co, może wybierasz się na ryby?...- Jakaż ta żona czujna
- Ja wiem,... Może... nie wiem ,... myślisz , że mam szansę coś złowić, ...może miałaś inne plany...? – Z niepokojem pytamy...
- A jedź i przestań już wzdychać! – Brzmi długo oczekiwany wyrok!!!
- To może wezmę te ziemniaczki i makaronik, co zostały z obiadu. No i tę puszeczkę kukurydzy.. Co,  miała być sałatka, tak gorąco, z majonezem, może się zepsuć..?
 

I w ten sposób otrzymaliśmy i ziemniaczki, i makaron, i kukurydzę, i co najważniejsze błogosławieństwo, choćby przez zęby, ale jednak. Dalej sprawa prosta. Wędki przecież mamy przygotowane od dawna. Zestawy, wiadra, nawet płaszcz przeciwdeszczowy. Jeszcze tylko robale z przepompowni i te bieluśkie, wykąpane w „ludwiku” dzikuny ze sklepu, ukryte w tajnym kącie lodówki. Wszystko cichutko, aby nie drażnić Żony, pakujemy, składamy i przygotowani do „wymarszu”, nastawiając na trzecią budzik, kładziemy się spać. A jutro.... jutro ciąg dalszy nastąpi......